Ostatnia chwila, żeby zbierać. Jak rozwiną się listki, sezon się skończy.
Nie wiem dokładnie, jakie witaminy ani mikroelementy zawiera oskoła. Jak ktoś chce, sobie sprawdzi. Dla mnie najważniejsze jest wręcz metafizyczne poczucie ożywienia, odświeżenia, takiej przedwiosennej gotowości na życie. Jakby się samo życie piło. Jakby szczypiorek miał z głowy wystrzelić.
Wady: trzeba skaleczyć drzewo. No i jednak plastik się przyda.
Zalety: reszta.
Trzy metody. Pierwsza, mała dziurka świdrem w pniu, w nią rurka, na dół wiaderko z plastikową torbą. Druga, nacięcie ostrożne, klin, podstawiona butelka. Trzecia, u nasady gałązki, odcinasz koniec i wkładasz do butelki. Po zbiorze ZAWSZE opatrujemy drzewo, wosk pszczeli, glina, plaster z liścia tataraku, co tam mamy pod ręką, żeby nie zostawić otwartej rany.
Za każdym razem pytamy drzewo o pozwolenie, a potem ładnie dziękujemy.
Mam nadzieję, że to oczywiste.
Podzielcie się. Doświadczeniami się podzielcie i tym tekstem, niech ludzie czytają, szybciutko, póki sezon.