Witaj,
Wiedźma
Z Hajnówki. Wdowa. Mieszkam tam, gdzie kończy się asfalt, w Puszczy Białowieskiej.
Jestem wiedźmą, czyli kobietą, która wie. Zajmuję się zdejmowaniem klątw, uroków i różnymi formami oczyszczania. Przyjmuję w Hajnówce.
To jest tradycja rodowa. Nie jest to żadna „duchowa ścieżka", nie jest to nic, czego można się nauczyć z książki. Trzeba się z tym urodzić i w tym wychować. Pewne rzeczy w mojej rodzinie były oczywiste, a niektórych po prostu nikomu się nie tłumaczy.
Ludzie przyjeżdżają do Hajnówki z całego świata - choćby z Polski, z Niemiec, ze Stanów, z Australii. Zdarza się, że ktoś leci pół dnia na jedno popołudnie ze mną w chacie. Terminy mam zajęte na kilka, a czasem nawet kilkanaście tygodni w przód, więc sprawy, które można by ruszyć od razu, często czekają miesiącami.
Wiele z nich się powtarza. Zamiast za każdym razem zaczynać od zera, robię warsztaty online - tak pomagam od razu i większej liczbie osób naraz.
Pracuję ziołami, słowem i, coraz częściej, zdrowym rozsądkiem. Do lasu chodzę od dziecka. Drzewo pytam o pozwolenie, potem ładnie dziękuję, mam nadzieję, że to oczywiste.
Za nieproszone rady dotyczące czegokolwiek, z góry serdecznie dziękuję.
Czego u mnie nie ma
- Nie jestem trenerką rozwoju, terapeutką ani uzdrowicielką. Jestem wiedźmą.
- Nie odprawiam rytuałów na życzenie i nie rozdaję amuletów.
- Nie obiecuję, że jeden wieczór naprawi to, co budowało się dwadzieścia lat.
- Nie sprzedaję pakietów, dożywotniego dostępu ani „programu transformacji".
- Nie wystawiam faktury za to, czego nie zrobiłam.