Surowe jajko, dziecko, woda. To samo robi się w mojej chacie w Hajnówce, w gliniance pod Oaxacą, w mieszkanku na Brooklynie. Te same gesty, ta sama nadzieja.
U mnie wygląda to tak. Dziecko krzyczy od dwóch dni. Niczego konkretnego mu nie jest, lekarz nie znalazł zapalenia ucha, nie ma gorączki, nie wysypki. Ale dziecko krzyczy. Matka pyta sąsiadkę, sąsiadka przesyła do mnie. Biorę jedno surowe jajko z dzisiejszego zbioru, toczę je po główce, po piersi, po brzuszku, po nóżkach, wracam do główki. Rozbijam do szklanki z wodą. Patrzę.
W Meksyku robi to kobieta, którą nazywają curandera. Mówi „limpia con huevo". W Polsce mówimy „odczynianie z jajka". W obu miejscach żółtko opada na dno, a białko otacza je mglistymi nitkami. Czyta się te nitki, czy równe, czy chaotyczne, w którą stronę się ciągną. Jeśli białko mętne jak mleko, ktoś dziecko uroczył. Jeśli przezroczyste, dziecku coś innego dolega.
Polskie „urok" i hiszpańskie „mal de ojo" znaczą dokładnie to samo.
Ktoś za długo patrzył na dziecko z zazdrością lub z podziwem, i dziecko za to zapłaciło. Babcie wszędzie wiedzą, że trzeba zawiązać czerwoną wstążkę na rączce niemowlęcia, żeby najpierw widzieć wstążkę, a nie buźkę. W Meksyku robi się dokładnie to samo, tylko zamiast wstążki bywa amulet z koralami i rączką z czerwonego koralu.
W mojej rodzinie miałam trzy wersje rytuału, w zależności od tego, co mówiła osoba przyprowadzająca dziecko. Pierwsza, toczenie jajka po ciele od głowy do stóp. Druga, obwodzenie jajkiem konturu ciała w powietrzu, potem wyrzucenie na rozstaje dróg (tam, gdzie krzyżują się drogi, zło traci orientację). Trzecia, przelanie jajka do wody nad głową, czytanie z białka. Każda wersja inna w szczegółach, w sednie ta sama.
Antropologowie próbowali to wytłumaczyć w XX wieku. Rumun Mircea Eliade pisał, że szamanizm to „archaiczna technika ekstazy", ta sama na wszystkich kontynentach. Strukturaliści argumentowali, że ludzki umysł działa w binarnych opozycjach i dlatego niezależnie wymyśla te same gesty. Ja mam prostsze tłumaczenie.
Jajko jest najtańszym diagnostykiem świata.
Jest owalne, gładkie, znosi je każda kura, kosztuje grosze, da się tym dotknąć każdej części ciała dziecka, da się rozbić do wody i zobaczyć, co w środku. Gdyby ktoś chciał zaprojektować narzędzie do zdjęcia czegoś z ciała dziecka w sytuacji bez pieniędzy i bez lekarza, jajko byłoby tym narzędziem.
Człowiek wszędzie na świecie ma to samo ciało, te same dłonie i ten sam strach o dziecko. Stąd te same gesty.
Czy działa, to zupełnie inne pytanie. Wiem za to, że dziecko, które krzyczało dwa dni, po wieczorze u mnie w chacie zasypia. I matka też.